Przyczyna dowcipów

 



Skąd się biorą te i dziesiątki innych dowcipów o teścio­wych? Czy zupełnie bez żadnego powodu? Przecież wszystko ma swoją przyczynę, swoje „dlaczego"

Długie lata pracy w poradni dla małżeństw, setki rozmów z bardzo cierpiącymi, „pokiereszowanymi" małżonkami, z za­niepokojonymi narzeczonymi, a także z teściami utwierdzają mnie w przekonaniu, że „problem teściów" nie jest wyssany z palca i w gruncie rzeczy wcale nie śmieszny. Problemu tego nie wolno (a w każdym razie nie warto) bagatelizować, ponie­waż nie rozwiązany, przynosi bolesne skutki, wręcz rany. Się­gają one nieraz bardzo głęboko i są trudne do leczenia.

Trudności diagnozy

Już sama diagnoza prawdziwego źródła bólu, wymagająca obiektywnego spojrzenia, jest dla małżonków utrudniona z po­wodu silnych więzi emocjonalnych z własnymi rodzicami. Więzi te mają korzenie w najwcześniejszym dzieciństwie, zaczynają się tworzyć jeszcze przed urodzeniem się dziecka. Rzecz jasna, brak właściwego zrozumienia źródła problemu znacznie utrud­nia, a czasem wręcz uniemożliwia jego rozwiązanie. Bywa co prawda, że problem może być rozwiązany bez pełnego zrozu­mienia go przez zainteresowanego, lecz konieczne jest wtedy całkowite podporządkowanie się podpowiedziom autorytetu – zaufanej, wiarygodnej osoby. Jednak wypełnienie rady typu: „Zrób, co ci mówię, a zobaczysz, że to ci pomoże" – bez własnej analizy rozumowej – wymaga sporej pokory, której zazwyczaj ludziom brakuje. Poza tym, takie ślepe zawierzenie może oka­zać się nieroztropne, gdy rada będzie chybiona czy wręcz zła. Zdarzają się jednak sytuacje takich zawirowań uczuć, takiego spiętrzenia emocji, iż rozum przestaje prawidłowo działać i jest niezdolny do rzeczowej analizy. Niejednokrotnie byłem świad­kiem takiej nabrzmiałej sytuacji, właśnie na linii młodzi-te- ściowie. Wówczas należałoby rozumnie wybrać osobę zaufaną, autorytet, zawierzyć jej i pozwolić pokierować swoimi krokami. Dać się za rękę wyprowadzić z sytuacji, która o własnych si­łach wydaje się bez wyjścia.