Pułapka „mody na egoizm” i „mody na nieład moralny”
Chyba nigdy w historii świata nie mówiono tyle o miłości, jednocześnie całkowicie wypaczając jej istotę i sens. Miłością nazywa się powszechnie działania nie mające z nią nic wspólnego, a nawet będące jej zaprzeczeniem. Ot, choćby osławiony „dowód miłości". Nie przez przypadek Ojciec Święty ostrzega przed zgubną cywilizacją śmierci, będącą zaprzeczeniem cywilizacji miłości. Cywilizację opartą na antymiłości, na programowym egocentryzmie i egoizmie próbuje się pięknymi hasłami podbudowywać. Dorabia się różnorodne ideologie usprawiedliwiające egoizm, postawę niedojrzałą i w efekcie nieszczęściodajną. Dzieje się tak choćby na gruncie idei indywidualizmu, mówiącego: „ty jesteś najwyższą wartością". Na marginesie zauważmy, że indywidualizm jest budowany przewrotnie i pokrętnie na bazie niby-personalizmu chrześcijańskiego. Personalizm ukazuje wartość i godność każdej osoby, istoty ludzkiej od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Indywidualizm głosi: człowiek najwyższą wartością (zaczyna się pięknie). Ty jesteś człowiekiem, a więc ty jesteś najwyższą wartością. Skoro tak, to jako człowiek masz prawo do własnego szczęścia. Czytaj: swej wizji szczęścia, która to wizja może z prawdziwym szczęściem nie mieć nic wspólnego, a nawet być z nim wręcz sprzeczna. I słyszę w audycji radiowej, w której pani psycholog odpowiada na pytania słuchaczy, jak słuchaczka pyta: „Co mam robić? Mam męża i troje dzieci. Jesteśmy 9 lat małżeństwem. Ale oto spotkałam się przypadkowo ze swoją sympatią z lat szkolnych. Nasza miłość na nowo odżyła. Teraz już jestem pewna, że to jest moja prawdziwa wielka miłość. Odnalazłam mężczyznę swego życia. Co robić?".
Pani psycholog odpowiada: „Jest pani dorosłą kobietą. Musi pani podejmować właściwe decyzje. Miłość jest w życiu najważniejsza. Pani musi być uczciwa względem siebie samej. Ma pani jedno życie. Pani powinna zostawić męża i pójść za głosem swego serca, za prawdziwą miłością…".
Powyższe zostawię bez komentarza. Jednak nie wolno lekceważyć siły oddziaływań radia, telewizji, tak masowo czytanych czasopism. Oddziaływań świadomie destruktywnych, niszczących małżeństwo, rodzinę, obraz pięknej miłości, a w efekcie szczęście człowieka. Cel tych oddziaływań jest jasny. Gdy w świecie ludzi dorosłych nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… pieniądze i związane z nimi ideologie. Na słabości człowieka, na bałaganie moralnym, szczególnie w dziedzinie płciowości, robi się ogromne pieniądze. Te pieniądze są siłą napędową tworzenia mody na niemoralność, na atakowanie autorytetów i świata wartości, zwłaszcza najwyższych. Łatwo sobie wyobrazić, ile przemysłów splajtowałoby jednego dnia, gdyby tak nagle, cudem jakimś, ludzie zaczęli łączyć się w trwałe, nierozerwalne małżeństwa. Małżeństwa kochające się uczciwie i ofiarnie. Małżeństwa wierne sobie do śmierci i gotowe przyjąć i wychować każde poczęte w ich związku dziecko. Zauważmy, że takie idee głosi Kościół katolicki. A więc jest on podstawowym wrogiem tych, którzy robią swe brudne interesy na bałaganie w dziedzinie płciowości. Wielkie pieniądze są inwestowane w podkopywanie autorytetu Kościoła, ale też skutki są widoczne. Z punktu widzenia dobra narodu działania takie są zabójcze, a zauważmy, ze dokonywane są rękoma Polaków. Bez wahania można je nazwać samobójczymi. Każdy, kto potrafi niezależnie i logicznie myśleć, musi dojść do analogicznych wniosków.
