Ingerencja w czas poczęcia i liczbę wnuków

 

Sprawa wnuków zasługuje na odrębne potraktowanie. Za­nim jednak zajmiemy się powszechnie znanym problemem ingerencji w wychowanie, zauważmy jeszcze wcześniejszą, sięgającą już nawet planów poczęcia dziecka, a dla teściów – wnuka. Wielokrotnie spotykałem się z zupełnie nieuprawnioną ingerencją teściów już na tym etapie. Wspomniałem już o sytu­acji, gdy teściowie, finansując małżeństwo studenckie, zakazy­wali poczęcia dziecka. A w razie niezaplanowanego poczęcia żądali zabicia swego wnuka, oferując w razie „potrzeby" sfinan­sowanie wykonania wydanego przez nich wyroku śmierci.

Ostatnio spotkałem się ze zrozpaczoną parą narzeczonych, którzy przy pierwszym spotkaniu rodziców obu stron zostali solidarnie przez nich wyśmiani, gorzej – wyszydzeni, gdy oświadczyli, że planowanie poczęć kolejnych dzieci zamie­rzają oprzeć na znajomości naturalnych metod rozpoznawania płodności.

Wielokrotnie spotykałem się z przypadkami, kiedy teścio­wie ingerowali, posuwając się nawet do szantażu, zarówno w planowany czas poczęcia, jak i w planowaną liczbę dzieci. Niestety, naciski biegną zwykle w kierunku opóźniania po­częcia pierwszego dziecka i ograniczenia liczby potomstwa w „tak trudnych czasach i warunkach". Zresztą nacisk na ogra­niczenie liczby potomstwa jest szeroki, niemalże ogólnospo­łeczny. Rodziny zaledwie z trójką dzieci wielu traktuje jako wielodzietne. Nieraz rozmawiałem z małżeństwami, które bały się powiedzieć rodzinie i znajomym, że poczęło się im raptem trzecie dziecko (nie mówiąc o czwartym czy o jeszcze wyższym „numerze" kolejnym).

Sam spotykałem się z tym negatywnym nastawianiem do liczniejszego potomstwa. Ponieważ wspólnie z żoną uczymy metod naturalnych, często spotykamy się z pytaniem: „A pań­stwo ile mają dzieci?". Odpowiedź, że troje, nierzadko była przyjmowana jako oczywisty dowód nieskuteczności metod. Nawet bez złej woli wielu ludzi nie dopuszcza myśli, że można dobrowolnie chcieć mieć „aż" trójkę dzieci. Z czasem nauczy­łem się odpowiadać: „Niestety, tylko trójkę, ponieważ długo czekaliśmy na poczęcie pierwszego. Ale cieszymy się ogrom­nie, że chociaż trójkę możemy obdarzyć miłością i wychować".

Pewnie w tym biednym, tak bardzo odartym z miłości do dzieci świecie trzeba by uczyć się reakcji obronnych w przy­padku napaści z zewnątrz z powodu „zbyt licznego" potom­stwa.

Młoda matka z czwórką małych dzieci została zaczepiona na ulicy przez obcą kobietę. Na pytanie zadane z wyraźną niechę­cią, pogardą, niemal agresją nieukrywaną w tonie: „To wszyst­ko pani?", odpowiedziała bez namysłu: „Tak, i będą pracowały na pani emeryturę". Młody ojciec, któremu pierwsze dziecko urodziło się 11 miesięcy, a drugie niecałe 2 lata po ślubie, atakowany przez całe środowisko w pracy (sami inteligenci), odpowiedział ze spokojem: „Na piątą rocznicę ślubu planujemy piątkę". Skończyły się docinki wobec tak jednoznacznej i sta­nowczej deklaracji. Odnotuję, że nie wypełnili planu, bo do­piero 3 tygodnie po piątej rocznicy urodziły się bliźniaki – piąte i szóste dziecko. Dziś cieszą się jedenaściorgiem wspa­niałych, otoczonych miłością dzieci. Dzieci pięknie się rozwi­jają i z pewnością nie zasilą szeregów patologii społecznej, przeciwnie – są i będą coraz większym kapitałem dla społecz­ności, w której żyją.

Nie chcę w tym miejscu powiedzieć, że każde małżeństwo powinno mieć jedenaścioro dzieci. Większości nie stać na to przede wszystkim psychicznie, nie mówiąc o stronie material­nej. Chcę jednak zauważyć, że w dziedzinie przekazywania życia zaczyna dominować małoduszność, wręcz skąpstwo. Dowodem na to jest ujemny od kilku lat przyrost naturalny w Polsce. Kościół -wzywa, do roztropności i wielkoduszności za­razem. Właśnie hasłem roztropności wielu zasłania swą mało­duszność i egoistyczną niechęć do podjęcia trudu wychowa­nia liczniejszego potomstwa.

Choć zdarza się, że młode małżeństwo na starcie pragnie mieć kilkoro dzieci, to często zapały ich tłumione są przez „roztropne" otoczenie, wśród którego nierzadko prym wiodą rodzice i teściowie – dziadkowie niechcianych przez siebie wnuków. Moi teściowie oczekują właśnie na urodzenie trzy­dziestego (!) wnuczęcia. Wnuki w ich życiu są przedmiotem radości, szczęścia i dumy. Jakże biedni są ci, którzy sami się tej radości pozbywają.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.