Udział teściów w wychowywaniu wnuków

 

Teściowie-dziadkowie w wychowaniu wnuków mają ogrom zadań do spełnienia. Dzieci pozbawione miłości dziadków są jakby z czegoś odarte, jakby okaleczone, pozbawione pełni. Dziadkowie mogą być nieocenieni w sytuacji, gdy zabraknie jednego z rodziców. Przykładowo, w przypadku braku ojca (nie wnikam tu, z jakiej przyczyny) wzorcem męskości może być dla dziecka dziadek, zwłaszcza gdy jest w oczach dziecka au­torytetem i (co również jest ważne) zachował zdrowie i elemen­tarną sprawność fizyczną. To ważne dla wszystkich samotnych matek, że ich ojcowie, a dziadkowie dziecka mogą w pewnym stopniu rekompensować brak ojca. Powiedzenie antropologów, że zabicie babci zabija kulturę, wiele mówi o roli starszego pokolenia w przekazywaniu tradycji: rodzinnych, narodowych, religijnych, historii, obyczaju.

Ponadto teściowie mogą być – w najlepszym tego słowa zna­czeniu – użyteczni w codzienności. Ich pomoc może okazać się bezcenna, zwłaszcza wobec coraz powszechniejszej pracy zawodowej obojga rodziców. To wszystko prawda, ale… Teścio­wie nie mogą, więcej – nie wolno im zastępować rodziców w wychowaniu dzieci. Nie wolno im również stawać ponad ro­dzicami i wbrew ich woli decydować o wychowaniu dzieci. Niepodważalną prawdą jest, że to rodzice powinni być pierw­szymi i najważniejszymi wychowawcami swych dzieci. Rodzi­ce mają do tego prawo i jednocześnie są do tego zobowiązani. Ich zobowiązanie wobec dzieci jest niezbywalne, to znaczy, że nie wolno im się go zrzec (wielkim smutkiem napawa sytuacja, gdy rodzice zrzekają się wychowania, oddając dzieci do domu dziecka). Dla wierzących wychowanie dzieci jest zobowiąza­niem wobec Boga samego. Zaciągnęli je, gdy w ramach zawie­rania sakramentalnego związku małżeńskiego w Kościele odpowiedzieli: „Chcemy" na pytanie zadane przez kapłana: „Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potom­stwo, jakim was Bóg obdarzy?".

Dla wierzących zobowiązanie do wychowania własnych dzieci powinno być szczególnie głębokie. Bo skoro sam Bóg wybrał ich na rodziców i tym samym wychowawców dla ich dzieci, to widocznie Bóg uznał, że to właśnie oni się do tego najlepiej na świecie nadają. Może to być źródłem ogromnej otuchy przy przeżywaniu trudności wychowawczych. Jedno­cześnie Bóg, powierzając w pewnym sensie swoje stworzenie – dziecko rodzicom, obdarzył ich ogromnym zaufaniem, niezwy­kle zobowiązującym. To z kolei powinno być źródłem motywacji do podjęcia wysiłku, by temu zaufaniu sprostać, nie zawieść go.

Zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno jest dziadkom patrzeć na sytuacje, gdy ich dzieci, synowe czy zięciowie, popełniają ewidentne błędy wychowawcze, gdy cierpią na tym ich wnuki. A jednak nie wolno im stanąć na miejscu rodziców i oczywi­ście nie wolno im działać wbrew woli rodziców, za ich plecami. Mogą jedynie ukazywać popełniane, ich zdaniem, błędy, wspie­rać rodziców dziecka w dorastaniu do mądrego i odpowiedzial­nego rodzicielstwa. Zupełnie nieuprawnione, choć niestety nierzadkie są poczynania wobec wnuków, kończące się słowa­mi: „Tylko nic nie mów rodzicom, co babunia (dziadek) z tobą robili".

Mówimy, że dobro dziecka nie upoważnia dziadków do sta­wania ponad rodzicami nawet w chwili, gdy oni błądzą. Zdarza się jednak nierzadko, że dziadkowie zaślepieni uczuciami błądzą i wyrządzają krzywdę wnukom. Przyjęło się nawet po­wiedzenie, że rodzice są do wychowywania, a dziadkowie do rozpieszczania. Tu namawiałbym do przymknięcia oka na drob­ne rozpieszczanie, będące rzeczywiście niepisanym przywile­jem dziadków. Są jednak sytuacje, w których rodzicom przy­mknąć oka nie wolno. Przykład: trójka małych dzieci cierpi na alergie pokarmowe. Jednym z silniejszych alergenów jest ka­kao. Cała trójka bije rekordy poradni w wysokości odczynu aler­gicznego na czekoladę. Rodzice ze spokojną, niezachwianą stanowczością odmawiają dzieciom wszelkich wyrobów czeko­ladowych. Nie wolno ich nawet tknąć! I oto babunia, za plecami rodziców, daje dzieciom czekoladki. Bo przecież krzywda się dzieje dzieciom. A poza tym niech wnuki wiedzą, że babunia je kocha, bo dała im pyszne czekoladki, których rodzice nie dają. Gdy do tego dodać, że babcia jest lekarzem, to ręce opadają!

Dzieją się takie rzeczy, gdy w teściowej-babci nad dojrzałą miłością, która kieruje się dobrem wnuków, zwycięża niedoj­rzała, tkliwa czułostkowość, która jest nastawiona na przy­jemność dziecka i własną, płynącą ze sprawiania dzieciom przyjemności. Jak wiadomo, przyjemność nie zawsze prowa­dzi do dobra, a często bywa wręcz jego zagrożeniem.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.