Teściowie pomagają młodym

 

Rodzice wychowując swoje dziecko, powinni wychować je do miłości. Dla większości wybraną drogą realizacji miłości w życiu jest małżeństwo. Tak więc wszystkie cechy potrzebne w życiu małżeńskim, wpojone i – w dobrym sensie tego słowa – przećwiczone w trakcie wychowania dziecka, są wspaniałym posagiem, darem rodziców na rzecz jego małżeństwa. Poza tym rodzice w procesie wychowania powinni zaszczepić w dziecku ducha samowychowania, który jest niezbędny do osiągnięcia dojrzałości, a co za tym idzie – szczęścia w życiu, a w małżeń­stwie w szczególności. Rodzice ucząc słowem i przykładem, powinni uzdolnić swe dziecko do mądrych wyborów życio­wych. Jednym z najważniejszych jest wybór małżonka. Z całą odpowiedzialnością twierdzę, że nie byłoby większości roz­wodów, gdyby młodzi sami byli bardziej dojrzali i podejmowa­li dojrzałe i mądre decyzje matrymonialne. Rodzice ucząc dziecko podejmowania decyzji, tracą jednak prawo decydo­wania za dziecko w dorosłych sprawach jego życia. Mogą pró­bować pomagać patrzeć obiektywniej, otwierać zaślepione oczy zakochanemu dziecku na wybranka jego serca. Po ślubie jednak pozostaje im jedynie wspierać trwałość małżeństwa ich dziecka.

Znam bardzo wiele pozytywnych przykładów, kiedy teścio­wie tak pokochali synową czy zięcia, że w chwilach konfliktów bronią ich i usprawiedliwiają przed swym rodzonym dziec­kiem. Ważnym zadaniem rodziców jest odesłanie swego dziec­ka z powrotem do małżonka, gdy przyjdzie do nich, skarżąc się na swój małżeński los. Jest to szczególnie trudne dla matki, która w naturalnym odruchu uczuciowym chciałaby utulić w bólu swoje dziecko. Szczególnie gdy np. synowa jest od po­czątku nie w pełni akceptowana, teściowej cisną się same na usta słowa: „A widzisz, nie mówiłam, ona jest okropna, wróć do mamusi". Rzecz jasna, skutki takiego mówienia bywają zwykle opłakane (dosłownie!). Nierzadko bywa, że dom teściów jest pięknym, pociągającym wzorem miłości rodzinnej, której zięć czy synowa nie zaznali we własnym domu rodzinnym. Wspo­mniałem już sytuację, kiedy przyszły zięć podjął radykalną pracę nad sobą, by móc założyć rodzinę, jaką zachwycił się, przycho­dząc do domu przyszłych teściów.

Kolejny przykład z życia. Matka trójki dzieci wychowywała je samotnie po przedwczesnej śmierci męża. Najmłodszy syn, jedyny mężczyzna w domu, został osierocony jako 10-letni chłopiec. Matka i starsze siostry bardzo go kochały, próbując rekompensować brak ojca. Lecz oto młody mężczyzna przypro­wadza do domu wybrankę swego serca. Zakochany po uszy i kompletnie zaślepiony. Słowo „zauroczenie" oddaje dobrze jego ówczesny stan, jakby ktoś na niego urok rzucił. Obie sio­stry i matka niezależnie od siebie orzekły: „To nie jest kobieta dla niego. Jest z zupełnie innej gliny ulepiona, reprezentuje zupełnie inny świat wartości. Ponadto ma cały szereg istot­nych wad, widocznych gołym (lecz nie zakochanym) okiem".

Wiele trudu matka i siostry włożyły w ostrzeganie, przeko­nywanie, otwieranie oczu. Nic nie pomogło. Wreszcie postawił na swoim, doprowadził do ślubu. Od tego momentu postawa matki i sióstr zmieniła się radykalnie. Robiły wiele, by być dobrą teściową i szwagierkami. Rzeczywiście, cała ich aktyw­ność skierowana została na to, by wspierać zawarte małżeń­stwo. Siostry zaprzyjaźniły się, na ile to było możliwe, z naprawdę trudną szwagierką. Teściowa była dla niej do rany przyłóż. A jednak małżeństwo kulało, przeżywało kryzysy prak­tycznie od samego początku. I oto w pierwszym roku po ślubie rozgrywa się symboliczna scena. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Wokół wyczuwa się już świąteczny klimat, niemal zapach świąt. A w domu piekło… Wreszcie mąż nie wytrzymał. W późne zimowe popołudnie, zimne, ciemne, ponure i słotne, po kolejnej awanturze uciekł od żony, trzaskając za sobą drzwia­mi. Poszedł do mamusi, mieszkającej niedaleko, na parterze. Zastukał w okno. Powiedział mamie, że już dłużej nie może wytrzymać, że odszedł od żony. Mama nie wpuściła go do domu. Zamknęła drzwi i odesłała go do żony: „Tam jest twoje miejsce. Ty musisz być odpowiedzialny za losy swej rodziny…". Nie było wyjścia, pokręciwszy się trochę po ulicach, wrócił do domu, do żony. Wspólnie spędzili święta. Minęło wiele lat, wychowali swe, dziś już dorosłe dzieci i mimo że ciągle są trudności, ich małżeństwo trwa.. Uratowała je mądra matka-teściowa. Rzecz jasna, w tamten zimowy wieczór matka najchętniej przygarnę­łaby syna do swego serca i utuliła jego ból. Może miałaby nawet ochotę powiedzieć: „A nie mówiłam? To rzeczywiście okropna kobieta, a ty jesteś taki biedny. Dobrze, że wróciłeś, teraz już będzie dobrze". A jednak, z pewnością wbrew miotającym nią uczuciom, powiedziała krótko, oschle i stanowczo: „Wracaj do żony. Tam jest twoje miejsce". Miłość wymaga czasem realiza­cji trudnego dobra, nawet wbrew uczuciom.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.