Odwiedziny pokoju młodych pod ich nieobecność

 

Wiele mamuś nieraz w najlepszej wierze, z zamiarem pomo­cy młodym chciałoby np. posprzątać ich pokój, „bo oni przecież mają tak mało czasu".

Pewnego razu do poradni przyszła elegancka, czterdziesto- kilkuletnia pani, z zawodu pedagog, poskarżyć się na synową. Dochodziło do strasznych awantur, które „wszczynała synowa bez żadnego powodu". I co się okazało? Po ożenku jedynego syna, którego od małego dziecka rzeczona pani po rozwodzie i odejściu męża wychowywała samotnie, młodzi zamieszkali w sporym mieszkaniu mamusi. Dostali swój pokój. Oboje co dzień wychodzili do pracy, a mamusia, będąca na urlopie zdrowotnym, pozostawała w domu. Miała czas. Wchodziła do pokoju młodych, słała łóżko, niejednokrotnie zbierała poroz­rzucaną bieliznę do prania, odkurzała, ustawiała drobiazgi. Niewdzięczna synowa najpierw dość spokojnie, a potem coraz agresywniej zwracała uwagę teściowej, by nie wchodziła do ich pokoju. Teściowa czuła się obrażona. Po pierwsze, to przecież jej dom i żadna smarkula nie ma prawa jej niczego zabraniać. Po drugie, przecież matka poświęcała się dla dobra młodych, sprzątając ich rzeczy z troski o nich i wyrozumiałości dla ich braku czasu. Teściowa czuła się naprawdę skrzywdzona przez niewdzięczną synową. Niestety, synek przyzwyczajony do peł­nej obsługi przez mamusię nie stanął w obronie żony, przeciw­nie, przyznawał w sporze rację matce. Małżeństwo młodych wisiało na włosku. Pamiętam zdziwienie i oburzenie kobiety, gdy bardzo delikatnie zasugerowałem jej, by wspaniałomyśl­nie oddała do końca pokój młodym i zaprzestała robienia im porządków. Mimo długiej rozmowy kobieta niczego nie przyję­ła do wiadomości. W końcu ona ma pedagogiczne wykształce­nie i jest matką, więc wie najlepiej, czego potrzeba do szczęścia jej synowi. Kobieta wyszła z poradni i więcej nie wróciła. Nie znam dalszych losów małżeństwa jej syna, lecz jestem pełen najczarniejszych obaw i domysłów.

Klucz do pokoju młodych

Najlepszym rozwiązaniem byłoby wstawienie dodatkowego zamka do pokoju ofiarowanego młodym, po to, by mogli czuć się w pokoju tak naprawdę u siebie. Również po to, by mogli zostawić swój bałagan, nie bojąc się, że ktoś będzie go za nich sprzątał. Tak, lecz w jaki sposób taki pomysł bezkolizyjnie przeprowadzić? Łatwo sobie wyobrazić, jak mogą poczuć się dotknięci rodzice, gdy młodzi wprost zażądają zgody na wsta­wienie zamka z kluczem do ich pokoju albo jeszcze gorzej – załatwią to, nie pytając nikogo o zdanie. Lekko przewrażliwie­ni rodzice mogliby to odczytać jako lęk młodych o to, że zo­staną przez rodziców okradzeni, a już na pewno, że młodzi demonstracyjnie odcinają się od nich i nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. Sprawa jest delikatna. Czasem podpowiadam młodym rozwiązanie moim zdaniem najlepsze. Trzeba w zgrab­ny sposób doprowadzić do sytuacji, że to rodzice sami wpadają na pomysł, by urządzić uroczystość wręczenia młodym klucza do ich pokoju. Skoro nie mogą dostać klucza do własnego mieszkania, niech mają chociaż klucz do własnego – tak do końca i naprawdę – pokoju. Jak to przeprowadzić? To już zo­stawiam pomysłowości młodych.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.