W domu rodziców męża

 

Tu rozgrywa się osławiona sytuacja konfliktu dwóch gospo­dyń w domu. Rzeczywiście jest to ważny i delikatny problem. Gdy dojdzie do rywalizacji, walka jest nierówna. Warto zauwa­żyć, że pozycje, na których stoją obie kobiety, są diametralnie różne. Teściowa – doświadczony zawodowiec z dwudziestokil­kuletnią co najmniej praktyką. Synowa – amator dopiero racz­kujący w nowej roli. Teściowa przez długie lata wyćwiczyła i przyzwyczaiła żołądek syna do swego sposobu przyrządzania jedzenia. Taka kuchnia jemu najbardziej odpowiada. Synowa jest nowicjuszką w tej branży. I wreszcie „mecz" teściowa-synowa odbywa się na „boisku" teściowej. Tak więc w przypadku rywalizacji szanse są nierówne i właściwie jest to „mecz do jednej bramki". Tym bardziej że arbitrem jest syn i mąż, który swoim zdaniem całkowicie bezstronnie, nie zdając sobie spra­wy z uwarunkowań, wskazuje na matkę jako zwyciężczynię w tej rywalizacji.

Dużo lepszą sytuacją jest, gdy synowa, uznając zawodow­stwo teściowej, zaciąga się jako adept do jej szkoły mistrzostwa kulinarnego i szerzej, gospodarstwa domowego. Takie podej­ście może doprowadzić do zaprzyjaźnienia się tych dwóch kobiet, nie rywalizujących ze sobą, a wspierających się w dzie­le dogodzenia ukochanemu przez obydwie mężczyźnie.

Jednak nawet przy dobrej komitywie synowa-teściowa, go­spodarowanie w „cudzym" domu niesie zawsze ze sobą zagro­żenia. W kuchni wszystko od wielu lat ma swoje miejsce, wszystko jest szczegółowo ustalone. Każda czynność, każde działanie ma swój ściśle ustalony tryb, dyktowany długolet­nim przyzwyczajeniem. Rzeczą fizycznie niemożliwą jest, by synowa funkcjonowała według tych samych schematów i ste­reotypów. Przykładowo, wiadomo, że mleko gotuje się w nie­bieskim garnku na prawym przednim gazie, a ziemniaki w czerwonym na lewym tylnym. Gdy synowa wstawi mleko w czerwonym garnku i do tego na niewłaściwym gazie, w oce­nie teściowej robi wszystko źle. Nawet tak podstawowych rze­czy nie umie! Wystarczy krótki komentarz, a czasem nawet jedno spojrzenie, by w powietrzu zawisła awantura.

Weźmy np. banalną czynność nakrywania do stołu. Załóż­my, że w domu teściowej małą łyżeczkę kładzie się nad tale­rzem, a synowa od dziecka układają obok talerza. Nakrywając do stołu, synowa położy ją oczywiście obok talerza, bo tak u niej w domu było. Teściowa delikatnie, lecz stanowczo zwraca uwagę: „Kochanie, przecież łyżeczkę kładzie się nad talerzem". „Dobrze, mamusiu" – odpowie nie szukająca zwady synowa. W końcu, co jej szkodzi. Nie będzie robić problemów z takich drobiazgów. Jednak nakrywając ponownie do stołu, położy automatycznie łyżeczkę tak jak zawsze – obok talerza. Teścio­wa widząc to, może pomyśleć, a nawet skomentować: „Niby taka słodziutka, a ewidentnie robi na złość".

Kuchnia i gospodarstwo domowe, w którym spotykają się odmienne przyzwyczajenia, stwarza nieprzebrane pole do nie­porozumień, pretensji i konfliktów. W przypadku sporów w za­sadzie powinna ustępować synowa. Po pierwsze, teściowa jest u siebie, po drugie, teściowa ma bardziej utrwalone przyzwy­czajenia, jest starsza i po prostu jest jej trudniej ustąpić.

Bardzo ważną pozytywną rolę w przypadku konfliktu syno- wa-teściowa może odegrać syn i mąż w jednej osobie. Wyobraź­my sobie, że synowa rzeczywiście popełniła jakieś ewidentne głupstwo – zachowała się niewłaściwie. Dochodzi do zwarcia z teściową. Wchodzi na to syn. Powinien stanąć po stronie najważniejszej od dnia ślubu kobiety swego życia – żony. Na­wet w sytuacji jednoznacznej i beznadziejnej. Stanąć przy żonie, objąć ją ramieniem i powiedzieć: „Wiesz, mamo, może głupio wyszło, ale ona naprawdę źle nie chciała". Oczywiście potem może na osobności z żoną uczciwie porozmawiać i wyjaśnić niestosowność jej postępku, lecz wobec matki powinien de­monstrować nierozerwalną jedność małżeństwa. Niejedna mama często nieświadomie chciałaby „odbić" synka żonie i mi­mochodem wyszukuje w niej wad, usprawiedliwiając tym swo­je działania przeciwko niej. Lecz oto w sytuacji beznadziejnej jej synek opowiada się po stronie żony, w pewnym sensie prze­ciwko matce! Już się go nie da „odbić". Pozostaje jedno: aby synka definitywnie nie stracić, trzeba zaakceptować w pełni synową, z którą syn tak nierozerwalnie jest związany. Zaczyna się więc etap wyszukiwania u synowej zalet, które ułatwiłyby pełną akceptację. I tak jak szukając wad, zawsze się jakieś znajdzie, to szukając zalet, też się wiele dobrego dostrzeże. Gdy teściowa jest na etapie szukania dobra w synowej, można zacząć spokojnie patrzeć w przyszłość z nadzieją, że będzie coraz lepiej.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.