W domu rodziców żony

 

Tu wydawać by się mogło, że sytuacja jest bezpieczna. Nie ma konfliktu dwóch różnych gospodyń. A jednak są problemy innej natury. Zięć przyjęty jest przez teściów zwykle na zasa­dzie kolejnego dziecka. Dziś tolerancyjni teściowie przyjmują nawet dość dziwacznych zięciów, pewnie myśląc: „Mógłby być gorszy". Otwierają więc dom i ramiona ze słowami: „Witaj, je­steś kolejnym dzieckiem w naszym domu!". W zasadzie to pięk­ne, tyle że on nie chce być dzieckiem, lecz panem, głową domu. Jeżeli pragnienie bycia panem domu zacznie realizować w do­mu teściów, na ich terenie, awantury zaczną się od samego początku. I prawdę mówiąc, to nie zięć będzie miał rację.

Jednak wielu wchodzi w rolę kolejnego dziecka. Jest to dość wygodne. Mama doleje trochę więcej wody do rosołu, kupi trochę więcej pieczywa, tata jak dawniej zajmie się sprawami domu, np. remontami i opłatami bieżącymi oraz koniecznymi inwestycjami. Słowem, żyć i nie umierać – z punktu widzenia egoistycznej wygody. Leniwy i nieambitny zięć zwłaszcza może być z tej sytuacji bardzo zadowolony. Przez jakiś czas wydaje się, że wszystko jest w porządku. Aż tu nagle (czasem bez wcześniejszego ostrzeżenia) zięć wybucha: „Ja tu dłużej nie będę mieszkał". Żona pyta: „Dlaczego?". „Jak to, dlaczego? Przecież to jest nie do wytrzymania! Tu się nie da mieszkać!". O co poszło? Zięć czasem sam do końca nie rozumie. Przyjrzyj­my się jego sytuacji uważnie. Oto dorosły mężczyzna, mający swoje przyzwyczajenia i nawyki, wchodzi do obcego domu, w którym wszystko jest od dawna ustalone i funkcjonuje we­dług ściśle określonych, obcych jemu zasad, zasad, które są dla domowników oczywistością nie wymagającą nawet wyja­śniania dlaczego. W tym domu odstawia się brudne naczynia do prawej komory zlewu. Buty stawia się na lewo od wejścia, a płaszcze wiesza się na prawo (jego wieszak jest piąty od drzwi). Ręcznik po wytarciu wiesza się oczywiście na drążku w łazience (żeby wysechł). Odpoczywa się tak a tak. Ogląda się to i tamto, porządki robi się wtedy i wtedy itd… Wszystko to jest dla zięcia nowe i – nazwijmy po imieniu – obce. Czuje się jak w za cia­snym ubraniu. Co gorsza, żona zupełnie go nie rozumie, a co za tym idzie – nie podziela jego trudu przystosowania, bólu i nierzadko rozdrażnienia. Gdyby zapytany, dlaczego tak się czuje, powiedział, że dlatego, bo np. musi zostawiać buty na lewo od wejścia, żona zapewne byłaby zdziwiona, bo przecież buty tam się stawia. Robiła to od dziecka. Co gorsza, mogłaby posądzić męża o wyolbrzymianie, a nawet wyszukiwanie pro­blemów, o czepianie się bez powodu…

Wróćmy na chwilę do problemu własnego pokoju. Gdyby zięć mógł wspólnie z żoną według własnych zasad urządzić przynajmniej swój, do końca oddany im przez teściów pokój, o ileż łatwiej zniósłby sztywne reguły obowiązujące w zewnętrz­nej, wspólnej części mieszkania. Miałby coś swojego, urządzo­nego po swojemu, zdecydowanie bardziej mógłby czuć się u siebie.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.